No i stało sie. Wyemigrowaliśmy. Życie bywa zaskakujące. Szczególnie w Holandii.
RSS
piątek, 05 stycznia 2007
A place like home

Po świątecznym urlopie na ojczystej ziemi Holandia przywitała nas zupełnie naturalnie. Wieczorne niebo było czyste i prawie bezchmurne, a jednak gdzieś tam czaiła się ta znajoma wilgoć. Twarze owiewał nam chłodny wiatr, prawie zawsze zachodni, od morza, porywisty. Poczuliśmy się znajomo.

Te dwa tygodnie w Polsce spędzone obok miejsc, ludzi i przedmiotów, które nas wychowały, które mówią do nas jezykiem dzieciństwa były bardzo dziwne. Niby jak u siebie, a jednak już nie do końca w domu. Zawieszeni pomiędzy.

Gdy póżnym wieczorem otworzyliśmy dzwi naszego domu, tu w tym jeszcze nie do końca naszym miejscu, cieszyliśmy się jak dzieci. Tam czujemy się dobrze. To nasza oaza, nasza przystań. Zamknęliśmy drzwi i niebo rozpłakało się na dobre.

Wąskie ulice Amsterdamu, przepychający się wszędzie i włążący pod rowery turyści, multum języków, gardłowe h, flegmatyzm w sklepach i na autostradach, uśmiechnięci ludzie, pogoda strasząca ulewą by za chwilę zalać słońcem. W tym roku tu jest nasz dom.

Wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2007.

15:05, leslaw_nl
Link Komentarze (5) »
środa, 06 grudnia 2006
Jak się zostaje Lesławem* ?

* - oraz Tomaszem, Przemysławem itd.

Ano trzeba wyjechać z kraju. Całe życie przedstawiałem się jako Leszek, znajomi i przyjaciele nazywali mnie Lechu. Jak ktoś chce coś ode mnie wydębić, to zwraca się do mnie per Lesiu. Ale we wszystkich papierach mam imię urzędowe - Lesław.

I gdy przyszło do załatwiania różnych bzdur urzędowych, poznawania ludzi w pracy i w sąsiedztwie - to już mi ten Lesław został, bo już to było wystarczająco trudne dla naszych holenderskich przyjaciół, a co dopiero tłumaczenie, że wprawdzie w papierach mam Lesław, ale mogą mówić Leszek, albo Lechu.

Więc drogi Stanisławie, Bronisławo i Izydorze. Jeżeli tęsknicie za swoimi pełnymi imionami, tylko za granicą naszej ojczyzny je usłyszycie.
Pozdrawia Lesław (po holendersku Leslow :D)

08:27, leslaw_nl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 listopada 2006
money money money...

Dużo oj dużo kręci się wokół nich w życiu expata*

Po pierwsze, żeby pracować w Holandii (przynajmniej do końca roku) trzeba mieć pozwolenie na pracę. Żeby dostać pozwolenie, pracodawca musi udowodnić, że nie mógł na to miejsce zatrudnić żadnego Holendra ani obywatela "starej" Unii. Generalnie więc nie jest łatwo.

Żeby jednak nie zniechęcać obcokrajowców do pracy, w Holandii próbują różnych sztuczek. Na przykład obszary gospodarki, gdzie okresowo nie potrzeba takiego dowodu. Albo program "knowledge migrant", pod który niżej podpisany się łapie. Żeby zostać takim knowledge migrant, trzeba mieć jakieś doświadczenie, umiejętności, no i dostać odpowiednią płacę. Więc żeby w ogóle zacząć pracować musisz wiedzieć za ile to jest w ogóle możliwe.

Z moich obserwacji życie pracującej Polonii w Holandii również kręci się wokół pieniądza. Ile zarabiasz?, ile dodatku?, a jakie premie? Wszyscy chcą wiedzieć wszystko.

Ile zarabiam? No, wychodzi na to, że za mało. Przed wyjazdem oczywiście robi się zawsze rozeznanie, co ile kosztuje, jakie podatki, jakie prawa. No i liczyliśmy, i nam wychodziło że nie jest źle. Że nie będą to kokosy, ale na swoje wyjdziemy.

A po przyjeździe...
Żeby nie nudzić, podam suche liczby. One do wyobraźni przemawiają najlepiej.

Wynajęcie mieszkania a Amsterdamie: od 1000 euro miesięcznie
Obowiązkowe ubezpiecznie zdrowotne dla 2 osób: ok 200 euro/miesiąc
Media (woda, prąd, ciepło): 200 euro/miesiace
Przedszkole: tu jest dopiero ciekawie; dziennie (to nie pomyłka, dziennie): 50-80 euro.

Podsumujcie, dodajcie jeszcze około 1000 na jedzenie/ubrania/bilety itd. i wyjdzie o ile musicie walczyć przy podpisywaniu kontraktu.

17:34, leslaw_nl
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 listopada 2006
I'm on the highway to hell..

Samochód to ostatnia rzecz, której potrzebujesz w Holandii. Na wakacje się przyda, na weekendowy wypad nad morze też się przyda. W innych wypadkach to tylko utrudnienie.

Jeżeli kiedykolwiek dane Ci było mknąć Poldkiem 130 po "drogach szybkiego ruchu" kilka(naście) lat temu, tudzież nie-pierwszej-młodości autem z trzeciej ręki sprowadzonym z niemiec przejechać się z prędkością 180 z górki po niemieckiej autostradzie: zapomnij. Holandia to nie kraj dla Ciebie.

Autostrady mają wszędzie. Sieć komunikacji drogowej jest niebywale rozbudowana i zaawansowana technicznie (systemy szybkiego rozpoznawania zagrożeń, powiadamiania i regulowania prędkości itp. itd.), drogi są proste jak stół, oznakowania widoczne i czytelne. Słowem raj.

Ale tylko do 6 rano albo po 21. W innych godzinach będziesz wraz z milionem użytkowników dróg stał w kilkunastokilometrowych korkach, by pokonać 10km w kilkadziesiąt minut. Holandia jest po prostu za mała. Na tą liczbę ludności i liczbę przypadających im samochodów po prostu nie ma miejsca. Jak wszyscy wyjadą do pracy, na lunch, albo z pracy do domu, to już lepiej jechać wioskami. Wprawdzie 50 km/h, ale  przynajmniej bez zatrzymywania.

Tego tak naprawdę nie da się opisać, to trzeba przeżyć. Nawet jak nie ma korków, to ruch wygląda tak, że na wszystkich trzech pasach samochody jadą jak po sznurku (oczywiście jeden za drugim, luzów tu nie ma), a prędkość każdego pasa jest stała i równa 120 km/h (Holendrzy to bardzo porządny naród). Wszyscy jadą, albo wszyscy stoją. Pełna solidarność. Zapomnij o swoim 200 konnym potworze, któy w sąsiednich Niemczech brał wszystko co się rusza. Zapomnij o sportowych bolidach, które rozpędzają się do setki w mniej niż 4 sekundy. Tu już lepiej kupić rower*

* - o rowerach napiszę osobną notkę. Krótkim wstępem: nie kupuj za drogiego, przynajmniej w Amsterdamie. Jak będzie za kolorowy, to ukradną razem ze słupem, do którego przywiązałeś.

09:04, leslaw_nl
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 listopada 2006
chcesz mieszkać w Holandii? przygotuj się na czekanie.

Holendrzy są strasznie wolni w załatwianiu czekokolwiek. Chcesz coś kupić, załatwić? Nic prostszego, potrzebujemy tylko trochę czasu.

Podłączenie internetu? Nie ma sprawy, będzie gotowe za.. 6 tygodni. Chciałbyś kupić tą komode. Ależ oczywiście, już spisujemy zamówienie. Zadzwonimy za 14-16 tygodni, gdy już będzie gotowa. A może chciałbyś stałe pozwolenie na pobyt? Lepiej wcześniej złóż podanie, decyzja będzie za 3 miesiące. Chcesz zapisać dziecko do przedszkola? Zapisz, zapisz, ale najpierw na waiting listę. Już za rok do dwóch lat będzie mogło zacząć chodzić. Chciałbyś dostać pozwolenie na parkowanie w Amsterdamie? Już cię zapisujemy, w tej chwili czas oczekiwania wynosi.. niech spojrzę.. pomiędzy 5 a 7 lat.

Można z tym walczyć, albo można się temu poddać. Można bić pianę, ale to z reguły daje efekt odwrotny. Chcesz zamieszkać w Holandii? Lepiej wrzuć wcześniej na luz.

14:02, leslaw_nl
Link Komentarze (2) »
trailer

Czyli zamiast wstępu. Za chwilę poznacie szaloną trójkę rodaków podbijającyh Holandię. Lesio zwany również Lesławem, Basia znana w niektórych kręgach jako Szefowa oraz Paweł. Paweł nazwany jest zależnie od okoliczności oraz swojego humoru: Pawełkiem, słodkim dzieciątkiem (to gdy śpi), po mrożącą krew w żyłach i zionącą ogniem Bestią.

W sierpniu tego roku wyjechaliśmy do Amsterdamu. Stało się to tak nagle, że ochłoneliśmy dopiero po jakimś czasie. Co ja tam mówię, ciągle się jeszcze nie możemy się pozbierać. Życie na obczyźnie składa się z tylu paradoksów i z tylu zaskakujących sytuacji, że pomyśleliśmy, że dobrze by je było spisać. Ku uciesze, a czasem ku przestrodze.

Let's get is started.

09:19, leslaw_nl
Link Dodaj komentarz »